“Jan Kobuszewski – wspomnienia” – Katarzyna Stoparczyk

Halooo?… Dzień dobry Panie Janku!
– O! dzień dobry Pani Kasiu, znowu Pani do mnie dzwoni.
– Tak, i znowu będę pana namawiała na spotkanie. Pan to już wie.
– Tak, tak. I znowu nie będę mógł się zgodzić, prawda? Ale zadzwoni Pani za miesiąc?
– Tak Panie Janie. I za kolejny też!

Jak można się domyślić do spotkania nie doszło nigdy. Dosyć szybko zorientowałam się też, że nigdy dojść nie miało. Sensem i celem stały się telefoniczne rozmowy. Jak promienie słońca, które przeszywały niebo w szary dzień. Bo ja na te rozmowy czekałam. Jak się okazało, Pan Jan też.
O czym rozmawialiśmy? O zakupach w pobliskim warzywniaku. O wybitnym dyrygencie, który mieszkał po sąsiedzku. I o ptakach. Tak! O ptakach było najwięcej. Bo Pan Jan całymi dniami potrafił się w nie wpatrywać. I tęsknić. Za czym? Myślę, że za wolnością. By móc wyrwać się tak jak dawniej i pofrunąć. Do ludzi, do sztuki, do swoich dawnych spraw. By znowu mieć zdrowe nogi, zdrowy kręgosłup i serce.
W tym sercu od niemal 70 lat miała swoje miejsce ta sama kobieta. Żona. I każda z tych rozmów była także o Niej.
Bo Pani wie? Ta moja Hania taka słaba. A ja się martwię, żeby jej tu broń Boże samej nie zostawić. To była dla mnie jedna z piękniejszych lekcji o dojrzałej, spełnionej miłości. Miłości, która w jesieni życia dawała nagrody. Za wytrwałość. Bo Pan Jan przez te wszystkie lata po prostu był. Jak kamień milowy. Jak kotwica, opoka, jak Zawisza Czarny. Skąd to wiem? Bardziej się domyślam. Z tych rozmów, z których ważna była także pierwsza, kiedy to biegłam przez rynek starego Miasta. Skręciłam w jedną z wąskich uliczek i zastygłam. Ponieważ w słuchawce usłyszałam Jego głos. Emanowało z niego rozczulające ciepło. Była w tym głosie troska, ale także autentyczne zainteresowanie człowiekiem, którego wówczas Pan Jan przecież jeszcze nie znał.
– Dobrze, dam ci dziecko ten numer. Ale pamiętaj! To numer prywatny.
– Dobrze Pani Danutko. Będę strzegła go jak niepodległości.
Pani Danutka spojrzała na mnie uważnie. Stała w głębi. Na ostatnim schodku, prowadzącym w dół do jej niewielkiego mieszkania przy Brzozowej. Wcześniej cały dzień spędziłyśmy razem. Wtedy nie wiedziałam, że był to nasz ostatni wspólny dzień.
– A! to od Danusi ma Pani mój numer? Niemal krzyknął do słuchawki Pan Jan.
– Wie Pani? Ja ją bardzo poważnie lubię.
I tak to się zaczęło. Nasze rozmowy przez telefon. Co miesiąc. Choć jedna była inna. Tego dnia siedziałam w radiowym studiu, Pan Jan natomiast w swoim pokoju. Rozmowa została zarejestrowana. Zatem proszę przywołać w pamięci aksamitną głębię głosu Pana Jana, który brzmiał tak:
– Ja nad tym długo myślałem. I właściwie całe życie nad tym myślę, że człowiek do końca powinien zostać dzieckiem. Dziecko to najcudowniejsza istota na świecie, ponieważ jest pełne ufności. A wie Pani? Ja wciąż jestem dużym chłopcem, który ma swoje bardzo malusieńkie radości i całkiem duże smutki. I wciąż uważam, że chłopięctwo dla bardzo starego Pana, jest czymś zbawiennym. Moi szefowie jak Dudek Dziewoński czy Kazio Dejmek mieli do mnie pretensje, że ja wszystkie trudne sytuacje potrafię obrócić w żart. A ja im tłumaczyłem, że uśmiechem można zwojować dużo więcej niż awanturą. Nie chcę mówić o polityce, ale dzisiejszy podział społeczeństwa bardzo mnie irytuje. A ja całe życie słucham tego małego chłopaczka, który ciągle jest we mnie. On ma cudowne, radosne spojrzenie nie tylko na świat, ale także na ludzi. Tak potrafi Wiesio Michnikowski czy Franio Pieczka. A to ważne. Bo dzięki temu lżej się zasypia. I wydaje mi się, że to jest wielki dar, który należy w sobie kultywować i uprawiać. Bo kultura to jest uprawa, prawda? Przecież leśnicy mówią, że na tej kulturze wyrośnie sosna, a na innej graby, więc uprawiać w sobie to chłopięctwo to jest piękny dar. A wie Pani? Jak byłem mały to miałem bardzo surową Ciocię. I przed Świętami Bożego Narodzenia, a miałem wtedy nieco ponad trzy lata, Ciocia zapytała: – Jasiu, a Ty co byś chciał dostać pod choinkę?
Odpowiedziałem najgrzeczniej jak umiałem: Chciałbym Ciociu dostać konika.
– A po co Ci konik? – zdziwiła się Ciocia Janinka.
– A żeby kochaną Ciocię kopnął – odpowiedziałem bez wahania i natychmiast usłyszałem tubalny śmiech mojej Cioci. I to świadczyło o tym jakim była mądrym, radosnym i szlachetnym człowiekiem. I tacy właśnie ludzie otaczali mnie od najmłodszych lat. I do końca ich długiego życia byliśmy ze sobą bardzo blisko.

Powiedział Pan Jan, a ja wracam do tej rozmowy za każdym razem, kiedy próbuję złapać pion i sięgnąć po wartość, która nigdy nie rozmieni się na drobne.

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com