“Mistrz Mowy Polskiej ma 20 lat” – Jolanta Tambor Uniwersytet Śląski

 

Dwudziestolatki, to ja i Ty. Zapytaj ojca, zapytaj matki, jakie się wtedy ma sny. Ja mam dwadzieścia lat, Ty masz dwadzieścia lat…”, śpiewał Maciej Kossowski.

Program Mistrz Mowy Polskiej obchodzi dwadzieścia lat. Ogromnie mi żal, że nie dane mi było uczestniczyć w nim od początku. Żałuję, bo przedsięwzięcie zacne, udział w nim zaszczytny, spotkania więcej niż atrakcyjne. Poznałam wspaniałych ludzi. Mistrzów i  tych, którzy postanowili Mistrzów nagradzać i fundować wielu ludziom w całej Polsce niezwykłą przyjemność słuchania mistrzowskich wystąpień podczas regionalnych finałów. Mistrzowskich pod każdym względem – treści i formy, dowcipnych i sentymentalnych, wspomnieniowych i futurystycznych, anegdotycznych i refleksyjnych, ale zawsze wygłoszonych nienaganną polszczyzną, wolną od usterek, uproszczeń i kiksów. Polszczyzną pięknie szumiącą i szeleszczącą jak „deszcz jesienny” u Staffa, drżącą jak korale królowej Karoliny, syczącą i mazurzącą jak dysc i sikawica, co uleje i usiece, nosową jak sęk, wąs, bąk i mężne serca Polaków i wreszcie miękką i łagodną jak „iskiereczka”, która „mruga na Wojtusia”. Trudno wspomnieć wszystkich Mistrzów, bo ich wymienienie zajęłoby łamy tej jubileuszowej wypowiedzi w całości, trudno wymieniać niektórych, bo byłoby to nad wyraz niesprawiedliwe, bo każdy zasługuje na to, by mówić o niej czy o nim ciągle i ciągle, i wciąż, i nieustannie.

Banalne jest dziś stwierdzenie, że „ile znasz języków, tyle razy jesteś bogaty”. Prawdę o profitach ze znajomości wielu różnych języków zna dziś każdy. Dziś już wiemy, że droga do językowej globalizacji i uniwersalizacji świata jest – na szczęście – daleka. Wiemy też, że to znajomość języka własnego, dbałość o ten język, przenikliwość, chęć poznania jego tajników, sekretów i ogromu bogactwa, jakie skrywa i odkrywa przed użytkownikami jest niezwykłą wartością. Znajomość własnego języka otwiera drogę do innych języków.

Co znaczy „znać własny język”? Tego uczą nas Mistrzowie, to pokazują nam Mistrzowie. To w ich ustach język polski jest „giętki”, potrafi powiedzieć „wszystko, co pomyśli głowa”, to oni sprawiają, by nasz wspólny język polski:

        „czasem był jak piorun jasny, prędki,
        A czasem smutny jako pieśń stepowa,
        A czasem jako skarga nimfy miętki,
        A czasem piękny jak aniołów mowa…”.

Mistrz Mowy Polskiej wszedł w wiek pełnej dojrzałości, nie jest już nastolatkiem. To program, który jest nam niezwykle potrzebny, program, który każe pamiętać, jak ważną rolę odgrywa w naszym życiu język. Język, którym wyrażamy siebie, język, który pozwala nam przekazywać uczucia, myśli, przemyślenia, mądrość wielu pokoleń, prawdy, objawienia, naukowe prawa. Jak ważny jest język w naszym życiu przekonaliśmy się w obecnej bardzo trudnej sytuacji epidemii. Kiedy siedzimy sami w domach, staramy się podporządkować nakazom, zakazom, obostrzeniom służącym naszemu wspólnemu dobru, zdrowiu, ale jakże ciężkim, trudnym. Te trudne chwile pozwala nam przetrwać także język. Polski, piękny, dobry. Mnóstwo dobrych, ciepłych, przyjaznych i dających otuchę słów płynie zewsząd: od hierarchów kościelnych, od sióstr i braci zakonnych, od artystów, śpiewaków, pisarzy, aktorów, nauczycieli i od zwykłych ludzi, którzy w Internecie, w swoich postach, wpisach i filmikach dają pocieszenie, ukojenie, wyciszenie. Jak wiele pięknych słów oferuje nam język polski na każdą sytuację. Bogactwo synonimów (bo oprócz pocieszenia i ukojenia także otucha, pokrzepienie, wsparcie…) i obfitość rodzin językowych jest niezmierna. Język polski, jak w zasadzie wszystkie języki słowiańskie, ma ponad 70% wyrazów pochodnych, motywowanych, derywatów czy jak jeszcze chcielibysmy je nazwać. Każdy wyraz staje się źródłem następnych. Potrafimy tworzyć nowe wyrazy od wszystkich części mowy. Rzeczownik serce jest podstawą dla serdecznego, serduszka, sercowego, pieszczotliwego serdeńka. Czasownik czuć tworzy uczucie, odczucie, samopoczucie. Przymiotnik miły daje miłość, miłosny, przymilny. Nawet wykrzykniki ach i och pozwalają stworzyć czasowniki achać i ochać. Dlatego tak wiele potrafimy wyrazić językiem. Ale żeby dobrze operować językiem, aby wyrazić to wszystko, „co pomyśli głowa”, musimy swój własny język znać, rozumieć, umieć użytkować. Bo przecież musimy znać różnice między kierownikiem i kierowcą – choć obaj po prostu ‘kierują’, kierownicą i kierowniczką – choć –ica w innych okolicznościach tworzy też nazwy żeńskie (lwica, tygrysica, anielica i diablica), między dziecinnym i dziecięcym – choć jeden i drugi ma związek z dzieckiem, skórnym i skórzanym – choć każdy z nich pochodzi od skóry, między owocowym i owocnym – choć oba nazywają wydawanie owoców. Ważne jednak, by nasze wysiłki w dążeniu do poznawania polszczyzny i jej poprawnego i pięknego używania były owocne. Możemy tworzyć sami nowe słowa, piękne i śmieszne, żartobliwe i natchnione. Ale nie zmieniajmy sensu słów o ustalonym dobrym znaczeniu, by ukryć prawdę, nie mówmy słów takich, jak elita czy elity z pogardą. Bo właśnie elity zawsze ciągnęły narody, ludzkość w dobrą przyszłość, pozwalały się rozwijać i wciąż podążać do góry i do przodu. Nasi Mistrzowie to elita w najlepszym rozumieniu tego słowa. Ludzie, którzy mają wpływ na kształtowanie postaw, idei, poglądów, widzenia świata. Dobrych postaw, światłych idei, szerokich poglądów i widzenia świata w całym jego bogactwie, różnorodności, wielobarwności. Wiesław Sztumski napisał w „Sprawach Nauki” (14.12.2016): „Słowo elita, stosowane w nauce od około dwustu lat, wywodzi się z łacińskiego słowa eligere (‘wybierać’), albo ze starofrancuskiego eslite (lub eslit), które jest imiesłowem czasu przeszłego od czasownika eslire lub exlegere (‘wybierać’). W zasadzie, wszystkie potoczne rozumienia i naukowe definicje elity zawierają słowa kluczowe: wybór, wybierać albo wybrany (również wyborowy, wyselekcjonowany na drodze konkursów, testów, badań opinii publicznej itp.) na podstawie kryterium jakości, czyli stwierdzenia co najmniej jednej cechy wyróżniającej in plus jakiś zbiór ludzi spośród innych”. Czyli wypisz, wymaluj nasi Mistrzowie. Wybrani! Na podstawie kryterium jakości! W drodze konkursu! Mający zresztą więcej niż jedną cechę dodatnio wyróżniającą ich z ogółu! To elitarne grono osób, zasługujących na najwyższy szacunek i najwyższe uznanie. Za to, co robią na co dzień. I za to, jak to robią, jak mówią, jak piszą, jak się z nami porozumiewają.

Oni podnoszą prestiż języka i grupy nim się posługującej, czyli nas Polaków i wszystkich używających języka polskiego. Oni powodują, że język polski staje się modny, że języka polskiego chcą się uczyć ludzie na całym świecie, że polski zyskuje status cennego dobra dla potomków polskich emigrantów w czwartym, piątym, szóstym pokoleniu, którzy język przodków w nowym miejscu zamieszkania utracili. Funkcja prestiżowa jest jedną z najważniejszych funkcji języka. Grupa świadoma swej tożsamości i dumna ze swego dziedzictwa jest grupą dla zbiorowości, w której uczestniczy, wartościowszą. Możliwość posługiwania się swoim językiem na swoim terytorium w wybranych sytuacjach daje grupie i jej członkom poczucie poszanowania i równouprawnienia, które potrzebne jest człowiekowi dla osiągania właściwej kondycji społecznej.

Użytkownicy języka reagują wzmożeniem działań związanych ze swoim językiem w momencie poczucia zagrożenia tegoż języka. W kilka lat po przełomie 1989 r. w wielu państwach – a na pewno w Polsce – wyrażano obawy, czy wraz z postępującą integracją ze światem, z dostępem do uniwersum nie nastąpi unifikacja językowa. Często wyrażano obawy, że zdominuje nas wszystkich język angielski. Zalew angielskich zapożyczeń w różnych sferach życia: informatyce, kosmetologii, muzyce, subkulturach młodzieżowych, a także po prostu na ulicach (nazwy sklepów, restauracji, ogłoszenia i reklamy itp.) niektórych przerażał. Wielu językoznawców uspokajało, twierdząc, że moda minie. Uwielbiana przeze mnie moja uniwersytecka szefowa Irena Bajerowa wielokrotnie powtarzała w wystąpieniach i artykułach, że nie ma się czego obawiać, że język obroni się sam, jak bronił się już wielokrotnie w historii przez barbaryzmami, latynizmami, galizcyzmami, rusycyzmami, germanizmami… Ogrom zapożyczeń angielskich był spowodowany w dużej mierze napływem desygnatów, przedmiotów, procesów, technologii, wcześniej nieznanych. Desygnaty przychodziły wraz ze swymi nazwami, język polski – choć skłonny do tworzenia neologizmów – nie nadążał bowiem z „produkcją” nowych rodzimych nazw dla starych (na Zachodzie) faktów. Dziś napływ anglicyzmów wyraźnie osłabł. Wszyscy uznaliśmy, iż chcemy znać język angielski, bo on się przydaje w życiu, jednak mówiąc po polsku, chcemy mówić po polsku. Dla lepszej ochrony języka, tego narodowego dziedzictwa, narodowego skarbu uchwalono 7 października 1999 r. Ustawę o języku polskim. W Preambule do Ustawy podane zostały podstawowe przyczyny jej uchwalenia, czyli to, iż „język polski stanowi podstawowy element narodowej tożsamości i jest dobrem narodowej kultury” i „że polska kultura stanowi wkład w budowę wspólnej, różnorodnej kulturowo Europy, a zachowanie tej kultury i jej rozwój jest możliwy tylko poprzez ochronę języka polskiego”. W Preambule wspomina się o historycznym doświadczeniu zaborów, kiedy próbowano poprzez rugowanie języka polskiego wynarodowić Polaków i o konieczności ochrony tożsamości narodowej także i dziś w procesie globalizacji.

W rok później, w rok po Ustawie ruszył program Mistrz Mowy Polskiej, który jak nakazuje Ustawa służy „dbaniu o poprawne używanie języka i doskonaleniu sprawności językowej jego użytkowników oraz na stwarzaniu warunków do właściwego rozwoju języka jako narzędzia międzyludzkiej komunikacji”.

            Zatem uczmy się od Mistrzów, dbajmy, doskonalmy, twórzmy i stwarzajmy, by na pewno kiedyś PROGRAMOWI Mistrz Mowy Polskiej zaśpiewać najpierw „czterdzieści lat minęło”, potem po śląsku obejść jubileusz 50-lecia „Abrahama”, gdzieś po drodze zanucić „wesołe jest życie staruszka” i wreszcie pełnym głosem odśpiewać „sto lat”.

            Vivat Program, vivant Danusia Jakubowska i Piotr Kossakowski, vivant Mistrzowie!

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com