Koń Rydzy-Józef Czechowicz

 

Koń Rydzy-Józef Czechowicz

 

 

 

 

Józef Czechowicz (1903-1939), czołowy twórca tzw. Drugiej Awangardy, znany jest powszechnie jako poeta, rzadziej jako dramaturg oraz autor utworów dla dzieci, i właściwie nie jest znany jako prozaik. Prozie poświęcał jednak wielką uwagę i zamierzał ją zebrać w tomie, który miał nosić tytuł Koń rydzy. Opowiadanie tytułowe ukazało się w lutym 1939 roku i było dla autora ważne, skoro je wyróżnił w planowanej książce. Ma ono podobnie jak inne małe narracje Czechowicza charakter autobiograficzny. Pisarza „prześladowały” – jak napisał w liście do Konrada Bielskiego – „tradycje dobrej prozy Żeromskiego, Berenta i Iwaszkiewicza”, choć sam chciał skierować się w stronę „prostoty i lakonizmu scenariusza filmowego”. Ten nowoczesny wymiar prozy widać w Koniu rydzym.

Utwór jest mocno powiązany z innymi opowiadaniami zbioru. Są to opowiadania o wojnie 1920 roku, ich akcja toczy się w okolicach Zamościa i Hrubieszowa, a następnie Białegostoku i na Wileńszczyźnie. Jako siedemnastoletni ochotnik Czechowicz spędził w wojsku dwa miesiące. Niedługi czas żołnierki zapisał się mocno w pamięci pisarza. Mierząc się z doświadczeniem wojny i losem żołnierza, wchodził na obszar rzeczywistości, jaką opisywali Ernest Hemingway, Arnold Zweig, Erich Maria Remarque, Izaak Babel, Stanisław Rembek, Eugeniusz Małaczewski. Czechowicz nie brutalizuje swojej prozy, nie pokazuje okropności wojny, ani nie heroizuje dokonań jej uczestników. Swojej narracji, opowiadającej o codziennym dniu wojny, nadaje jednak kształt wizyjny.

Na „koniu rydzym” jedzie „Żandarm śmierci” – „obcujący tylko z martwymi, milczący jak oni”. „Przemierzał pobojowiska tuż za oddziałami walczącymi, przystawał nad ciałami poległych, zbierał ich dokumenty, listy, fotografie, drobiazgi, nieraz długo coś notował w czarnej książeczce, którą potem krył w kieszeni siodła […]”.

Narrator opowiada o lęku przed śmiercią. Knysz, żołnierz zwykle błaznujący, którego dosięgły strzały bolszewickiej pancerki, w przeczuciu końca patrzy na teatr wojny jak na jakiś spektakl, w którym natura świata odrealnia się. Narrator, również odczuwający nieustanny lęk, codzienne rozmowy i zachowania żołnierzy zestawił z nieheroicznymi obrazami śmierci, infernalnym krajobrazem wojny. Śmierć Knysza pokazał niemalże poetycko: „Zachodzące słońce błyskało w ciemnej a wielkiej kałuży krwi. Zachodzące słońce opadało niżej i niżej, jakby chciało zajrzeć w głąb niedomkniętych oczu zabitego”.

„Na wojnie życie się bierze, życie się oddaje” – pisał po latach Tadeusz Różewicz, wskazując na niemartyrologiczny wymiar człowieczego losu. W Koniu rydzym Czechowicz pokazał codzienność żołnierki w kontekście – jak napisał Tadeusz Kłak – „tragizmu i absurdu wojennych wydarzeń”. Zamiast patosu i rozpamiętywania, „prostota i lakonizm scenariusza filmowego”: „Ano, nie ma Knysza! – tak kapral zamykał, zaśrubowywał sprawę. – Szkoda go. Wesoły był chłop!” „Żandarm śmierci” zebrał jego zeszyt i kopertę z papierami, wsunął do torby przy siodle, „poprawił się na rydzym koniu” i pojechał przed siebie.

Marian Kisiel

 

 

 

 

 

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com