“O przyjemnościach, pożytkach i kłopotach laika buszującego na polu języka” – Marek Ziółkowski

Jubileusz 20 lat konkursu Mistrz Mowy Polskiej i moje kilkunastoletnie uczestnictwo w jury tego konkursu stanowią dla mnie dobrą okazję do zastanowienia się nad tym, co o języku polskim, obok specjalistów – językoznawców czy polonistów, mogą i powinni wiedzieć i powiedzieć niespecjaliści: potoczni użytkownicy tego języka, przedstawiciele innych dyscyplin naukowych oraz osoby posługujące się tym językiem jako narzędziem pracy – od dziennikarzy do osób publicznych.
Wiedza o języku polskim jako języku narodowym, jego odmianach, historii, współczesnych przemianach, kontaktach z innymi językami nie dotyczy tylko materii języka, pozwala ona także lepiej zrozumieć historię Polaków – społeczeństwa, państwa i kultury polskiej – oraz ich stosunków z sąsiadami. Jako socjolog, zajmujący się także socjologią języka, miałem zawsze świadomość niedostatków swojej fachowej wiedzy językoznawczej i filologicznej; niemniej owa materia językowa zawsze mnie fascynowała. Starałem się szukać rozmaitych informacji a nawet ciekawostek, zwłaszcza takich, które zwykle są niezauważane albo wykraczają poza potoczne oczywistości, a pobudzają do refleksji i stawiania sobie rozmaitych pytań. Poniżej chciałbym wskazać na kilka najciekawszych obszarów wykorzystania takich informacji.

1. Historia języka jest historią nieustannych zmian. Dotyczy to także relacji pomiędzy normą a użyciem; wiadomo, że użycie zwykle mniej lub bardziej odbiega od normy, a co ważniejsze, coś traktowane niegdyś jako błędne, może stać się normą. Coraz powszechniejsze, choć traktowane ciągle jako niepoprawne, stają się np. dzisiaj opisowe formy stopniowania przymiotników (bardziej skuteczny zamiast skuteczniejszy). Warto jednak wskazać, że tak ewoluowały np. języki romańskie, łacińskie stopniowanie przymiotnika „drogi” – carus, carior, carrissimus – przybrało się we francuskim postać cher, plus cher, le plus cher. Język staroangielski, używany po normańskim najeździe jedynie wśród anglosaskiego ludu, utracił rodzaje oraz całą prawie odmianę rzeczowników (poza saxon genitive). W obu tych przypadkach, uproszczenia traktowane przez niektórych ówczesnych jako dowód upadku języka, stały się normą, znakomicie zresztą ułatwiającą naukę tych języków. Tendencja do wprowadzania nowych form wynikać może także za zmian kulturowych i politycznych. W wielu współczesnych językach próbuje się dzisiaj wprowadzać feminatywy czyli żeńskie nazwy dla zawodów czy urzędów. W języku polskim formy marszałkini, ministra czy gościni są dziś dla wielu osób dość denerwujące, stały się jednak – także w oświadczeniu Rady Języka Polskiego – dopuszczalne. Za jedno dwa pokolenia zostaną zapewne powszechniej zaakceptowane.

2. Przysłowia i powiedzenia języka odbijają bardzo często tradycyjne dominujące niegdyś formy aktywności i powszechnie znane obiekty. W języku polskim widać zwłaszcza olbrzymią rolę rolnictwa oraz konia. Mówi się więc „ pole pracy kulturalnej”, „niwa literatury”, „plon albo pokłosie czyjejś działalności”, „ugory albo odłogi kulturalne”, „żniwo jakichś trudów”. Zaprawdę trzeba samemu spróbować użyć kosy (poziomo, tuż przy gruncie) by w pełni zrozumieć celność powiedzenia „trafiła kosa na kamień”. Przypomnijmy sobie z kolei kilka „końskich” przysłów: „w sto koni nie dogoni”, „baba z wozu koniom lżej”, „darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby” (NB. to samo powiedzenie pojawia się np. w języku hiszpańskim), „koń ma cztery nogi i też się potknie”, „łaska pańska na pstrym koniu jeździ”, „pańskie oko konia tuczy”, „konia kują a żaba nogę podstawia”. Przemiany znaczenia słów odbijają także niekiedy perspektywę elity, charakterystyczny jest np. pejoratywny dziś sens przymiotników pospolity, ordynarny czy wulgarny. W przysłowiach ujmuje się coś odleglejszego przez porównanie do czegoś dobrze znanego; ciekawe może zatem być np. to, kiedy „konia” zastąpią w tej roli powszechnie znane obiekty i czynności cywilizacji technicznej a zwłaszcza Internetu.

3. Fascynujące jest pochodzenie słów. Dotyczy to, po pierwsze, słów pochodzących od wspólnego indoeuropejskiego przodka, a potem z prasłowiańskiej wspólnoty językowej. Języki słowiańskie rozchodziły się stosunkowo późno, polski i czeski do końca XII wieku prawie w ogóle się nie różniły, a w średniowiecznej polszczyźnie żdać oznaczało czekać, a wrzemię czas, co odpowiada dzisiejszym słowom rosyjskim. Interesujące są polskie słowa, które wyszły z użycia: np. rozsierdzie oznaczające gniew czy wiele określeń pokrewieństwa w tym np. jątrew(ka) oznaczająca żonę brata męża (a związana etymologicznie ze słowem jątrzyć). Polski język standardowy utracił słowo rzyć (zachowane jedynie na Śląsku), a funkcjonującemu nadal słowu półżydek dobudowano fałszywą etymologię i fałszywą ortografię. Po drugie, niezwykle ważne są kalki i pożyczki językowe, pokazujące znakomicie wielowiekowe związki z sąsiadami, wpływ i przenikanie się kultur. Język polski pożyczał z wielu języków – m.in. łaciny, francuskiego, niemieckiego. Wystarczy wskazać np. że chleb to ogólnosłowiańska pożyczka ze starogermańskiego, a z niemieckiego do polskiego przeszły cegła, rynek, waga, rycerz, puchar. Prowadzona niekiedy walka z pożyczkami okazuje się bardzo trudna; mimo rozpisania specjalnego konkursu podomka nie wyparła szlafroka. Można wskazać, że znacznie częściej pożyczał angielski, w którym ponad 25 tysięcy słów pochodzi z języków romańskich, najczęściej z francuskiego, rzadziej prosto z łaciny. Pokazane jest to znakomicie w książce Anthony Lacoudre’a Niesłychana historia słów francuskich w angielskim. Jak Anglicy mówią po francusku wcale o tym nie wiedząc. Z francuskiego wywodzą się np. słowa: very, car, mail, esquire, jail, corner, gay, czy choćby wszystkie słowa w nazwie Central Intelligence Agency (CIA). Dzięki m.in. tym właśnie pożyczkom angielski stał się znacznie bogatszy i elastyczniejszy (jak widać nie użyłem formy bardziej elastyczny). Dzisiaj to zarówno francuski jak i polski zalewane są słowami angielskimi, w Polsce wymawianymi i zapisywanymi zresztą bardzo niekonsekwentnie. Mówi sie np. barmanka, sportsmenka i bizneswoman. Uszy też puchną, gdy przez dominację angielskiego piękne greckie slowo nike czytane jest z angielska “najki”.

4. Znajomość historii i etymologii słów własnego języka i niektórych choćby elementów języków sąsiednich jest niezwykle przydatne przy uczeniu się języków obcych. Ważne jest tu zwłaszcza systemowe porównywanie języków pokrewnych. W szkole nigdy nie mogłem odróżnić co to po rosyjsku ugol i ugoł, a dopiero potem zdałem sobie sprawę, że polskie odpowiedniki to węgiel i węgieł. Łańcuch to po włosku catena, po hiszpańsku cadena, po francusku chaine, a stąd i po angielsku chain. Warto też przyswoić sobie w miarę poprawną wymowę kilku konsekwentnie zapisujących dźwięki języków europejskich, np. włoskiego (c i g przed e oraz i wymawiane są odpowiednio jak cz i dż, a dodanie h sprawia, że ch wymawia się jak k, a gh jak g) czy hiszpańskiego. Ciekawe jest, że poprawną wymowę przejęli dość szybko komentatorzy i kibice sportowi, śledzący zmagania w ligach obu futbolowych potęg. Edukacja językowa dokonuje się jak widać w różny sposób.

Wiedza i refleksja na temat języka uczy zatem rodzimej tradycji i kultury oraz pozwala lepiej zrozumieć historię własnego narodu i państwa. Uświadamia jednak także wspólnotę pochodzenia z wieloma innymi kulturami, a także wpływ roli sąsiedztwa i wielowiekowego wpływania na siebie i przenikania się kultur. Pomaga wreszcie w uczeniu się innych języków i przez to lepszego zrozumienia innych kultur. Taką wiedzę i refleksję połączone z głębokim umiłowaniem języka polskiego i świadomością jego związków z innymi językami reprezentują, a co chyba jeszcze ważniejsze potrafią z sukcesem przekazywać innym licznym osobom i środowiskom wyłonieni w ciągu dwóch już dekad Mistrzowie Mowy Polskiej.

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com