Mistrz Mowy Polskiej w płockim „Teatrze Dramatycznym”

W czasach realnego socjalizmu naśmiewaliśmy się z partyjnej nowomowy, która rozprzestrzeniała się na cały kraj. Słynne „wicie” i „rozumiecie”, akcentowanie zdań i słów kaleczące polski język.

Ostoją polszczyzny były teatr, radio, nieliczne kabarety i tak zwani zwykli ludzie. Przyszedł rok 89. Suwerenność i wolność. Minęło dwadzieścia sześć lat. Z telewizyjnych ekranów, z radia przemawia do nas nowa „nowomowa”. Na palcach jednej ręki można policzyć polityków mówiących poprawną polszczyzną. Powszechnym stało się niezgodne z metodyką polskiego języka akcentowanie poszczególnych wyrazów – zapewne, aby podkreślić wagę słów! (Nie mówiąc o popisach oratorskich – te zdaje się odeszły do lamusa).

Co gorsza, identycznie kaleczą język liczni telewizyjni i radiowi redaktorzy i spikerzy. Tak ulubione kabarety, częstują nas okropną polszczyzną, ale nie po to, żeby ją wyśmiać, jak było przed laty. Teatry? Pojęcie „dykcja” zdaje się obce wielu młodym aktorom.

Neologizmy, obowiązkowe wtrącanie obcojęzycznych, obecnie najczęściej angielskich zwrotów… Znamy to od wieków. Najpierw była łacina, potem francuski. Wyśmiewali ten zwyczaj nasi poeci końcem XVIII wieku. Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” pisał: „Żałośnie było widzieć wyżółkłych młokosów, Gadających przez nosy, a często bez nosów (…) Była to maszkarada, zapustna swawola, Po której miał przyjść wkrótce wielki post niewola!”

Wszechobecne wulgaryzmy, które już nikogo nie rażą…

Wiem, że każdy język rozwija się, zmienia, ale nie może się degenerować i, jak sądzę, temu ma służyć to spotkanie. Zaszczycony, że kolejne spotkanie „Mistrzów mowy” odbędzie się w płockim teatrze, którego patronem jest Jerzy Szaniawski, słynący z pięknej polszczyzny, a Scena Kameralna nosi imię Jana Skotnickiego zakochanego w polskiej dramaturgii.

Serdecznie zapraszam

Marek Mokrowiecki, Dyrektor „Teatru Dramatycznego” im. Jerzego Szaniawskiego